|
|
Z
Eragona:
- Prolog: Cień
grozy -
Dolina Palancar
- Smocze
opowieści
- Imię mocy
Z
Najstarszego:
- Bliźniacze
klęski
- Prawda miedzy
przyjaciółmi
- Roran
- Requiem
- Obudź się, Knurlhiem, nie możesz
teraz spać. Potrzebują nas przy bramie, bez nas nie zaczną. Eragon z wysiłkiem uniósł ciężkie powieki, świadom bólu głowy i
całego ciała. Leżał na zimnym, kamiennym stole. - Co? - skrzywił się, czując niesmak na języku. Orik szarpnął swą brązową brodę. - Kondukt Ajihada. Musimy do niego dołączyć. - Nie, nie, jak mnie nazwałeś? Wciąż przebywali w sali bankietowej, lecz prócz niego, Orika i
Saphiry była pusta. Smoczyca leżała na boku między dwoma stołami.
Teraz poruszyła się i uniosła głowę, rozglądając się przekrwionymi
oczami. - Kamiennogłowy! Nazwałem cię kamiennogłowym, bo od prawie godziny
usiłuję cię obudzić. Eragon usiadł z trudem i zsunął się ze stołu. W jego umyśle pojawiły
się przebłyski wspomnień z poprzedniego wieczoru. Saphiro, jak
się czujesz? - spytał podchodząc do niej chwiejnie. Smoczyca obróciła głowę, raz po raz przesuwając szkarłatnym językiem
po zębach niczym kot, który zjadł coś bardzo niesmacznego. Jestem cała... tak myślę. Coś dziwnego stało się z mym lewym
skrzydłem; chyba na nim właśnie wylądowałam, a głowę wypełniają mi
setki rozpalonych strzał. - Czy zraniła kogoś, gdy upadła? - spytał zatroskany Eragon. Potężna pierś krasnoluda uniosła się w serdecznym śmiechu. - Tylko tych, którzy z radości pospadali z krzeseł. Smok, który pije
i pada bez zmysłów! Z pewnością przez wiele lat będą o tym śpiewać
pieśni - Saphira rozprostowała skrzydła i z nadąsaną miną odwróciła
głowę. - Uznaliśmy, że najlepiej będzie was tu zostawić, a zresztą i
tak nie mogliśmy cię poruszyć, Saphiro. Kucharz strasznie
protestował; lękał się, że wypijesz więcej niż cztery beczki jego
najlepszego miodu. I ty miałaś do mnie pretensje o picie? Gdybym opróżnił cztery
beczki, padłbym trupem. Dlatego właśnie nie jesteś smokiem. Orik wepchnął mu w ręce naręcze ubrań. - Masz, załóż to. Bardziej nadaje się na pogrzeb niż twój strój. Ale
szybko, mamy niewiele czasu. Eragon pośpiesznie naciągnął nowe ubranie - zwiewną białą koszulę z
wiązaniami przy mankietach, czerwoną kamizelę ozdobioną złotymi
szamerunkami i haftami, ciemne spodnie, lśniące, wysokie, czarne
buty, uderzające głośno o posadzkę i zamaszystą pelerynę spinaną pod
szyją wysadzaną klejnotami broszą. Zamiast na zwykłym pasku Zar’roc
zawisł na ozdobnym pasie. Eragon ochlapał twarz zimną wodą i spróbował przeczesać potargane
włosy. Potem Orik wyprowadził go wraz z Saphirą z sali i poganiając
powiódł korytarzami w stronę południowej bramy Tronjheimu. - Musimy zacząć stamtąd - wyjaśnił poruszając się ze zdumiewającą
prędkością na swych krótkich nogach - bo tam właśnie zatrzymała się
trzy dni temu procesja z ciałem Ajihada. Jego podróż do grobu musi
odbyć się nieprzerwanie, inaczej duch nie zazna spokoju. Osobliwy zwyczaj - zauważyła Saphira. Eragon zgodził się, dostrzegając lekką chwiejność smoczycy. W
Carvahall ludzi zwykle grzebano na ich farmach albo, jeśli mieszkali
w wiosce, na niewielkim cmentarzu. Towarzyszyła temu jedynie garstka
prostych rytuałów: recytacje fragmentów pewnych ballad i stypa
urządzana później dla krewnych i przyjaciół. Czy wytrzymasz cały pogrzeb? - spytał widząc kolejne
potknięcie Saphiry. Smoczyca skrzywiła się przelotnie. Pogrzeb i mianowanie Nasuady. Ale potem muszę się przespać.
Zaraza na ten miód! Eragon powrócił do rozmowy z Orikiem. - Gdzie zostanie pochowany Ajihad? Krasnolud zwolnił i ostrożnie spojrzał na swego towarzysza.
- To kwestia sporna wśród
klanów. Gdy krasnolud umiera, uważamy, że należy zamknąć go w
kamieniu, w przeciwnym razie nigdy nie dołączy do swych przodków. To
skomplikowane, nie mogę powiedzieć więcej komuś z zewnątrz, ale
dokładamy wszelkich starań, by zapewnić podobny pogrzeb. To hańba
dla rodziny bądź klanu, jeśli pozwolą jednemu ze swych członków
spocząć w gorszym żywiole. - Pod Farthen Durrm istnieje komora stanowiąca dom wszystkich
knurlan, krasnoludów, którzy tu umarli. Tam właśnie trafi Ajihad.
Nie może zostać pogrzebany z nami, jest bowiem człowiekiem.
Przygotowano mu jednak wydrążoną niszę. Vardeni będą mogli go
odwiedzać, nie naruszając naszych uświęconych grot, a Ajihad otrzyma
godny pochówek, na jaki zasłużył. - Wasz król wiele zrobił dla Vardenów - zauważył Eragon. - Niektórzy twierdzą, że zbyt wiele. *** Przed potężną bramą – podniesioną na ukrytych łańcuchach i ukazującą
słabe światło dnia sączące się do Farthen Duru – zastali już
starannie uszykowaną kolumnę. Na przedzie leżał Ajihad, zimny i
blady na płycie z białego marmuru, dźwiganej przez sześciu mężów w
czarnych zbrojach. Na głowie miał hełm wysadzany drogocennymi
kamieniami, dłonie splecione tuż pod obojczykami spoczywały na
kościanej rękojeści nagiego miecza wystającego spod tarczy
zakrywającej pierś i nogi. Srebrna kolczuga, jakby utkana z
pierścieni księżycowego światła, spływała z rąk i nóg na marmur. Tuż za ciałem stała Nasuada, poważna, odziana w żałobną czerń, silna
i gibka. Twarz miała mokrą od łez. U jej boku czekał Hrothgar w
ciemnych szatach, dalej Arya, Rada Starszych ze stosownie żałobnymi
minami i wreszcie szereg żałobników, ciągnący się na milę poza
Tronjheimem. Wszystkie drzwi i przejścia w czteropiętrowym korytarzu wiodącym do
środkowej komnaty Tronjheimu leżącej pół mili dalej, stały otworem.
Tłoczyli się w nich ludzie i krasnoludy. Pomiędzy szarymi plamami
twarzy długie gobeliny kołysały się unoszone setkami westchnień i
szeptów, gdy pojawili się Saphira i Eragon. Jörmundur wezwał ich gestem. Starając się nie naruszyć kolumny,
Eragon i Saphira przesunęli się naprzód w ślad za nim, ścigani
nieprzychylnym spojrzeniem Sabrae. Orik stanął obok swego króla. Czekali, Eragon nie wiedział na co. Wszystkie latarnie były na wpół przesłonięte, toteż wokół panował
chłodny półmrok, nadając otoczeniu niezwykłej nierzeczywistą aurę.
Nikt się nie poruszał, nawet nie oddychał. Przez krótką chwilę
Eragon wyobraził sobie, iż otaczają go posągi zastygłe na całą
wieczność. Z noszy wznosiła się samotna smużka dymu z kadzidła i
leniwie wspinała się ku pogrążonym w mgiełce sufitom, niosąc ze sobą
woń cedru i janowca. W całej sali poruszała się tylko ona: cienka
linia wijąca się niczym wąż i kołysząca się z boku na bok. Głęboko w Tronjheimie odezwał się bęben.
Bum. Donośny basowy
łoskot odbił się echem w samych ich kościach, wstrząsając
miastem-górą i sprawiając, że zadźwięczało całe niczym wielki
kamienny dzwon. Postąpili krok naprzód. Bum. Przy drugim uderzeniu do pierwszego bębna dołączył
kolejny, jeszcze niższy. Ich zgodne głosy wstrząsnęły korytarzem.
Siła dźwięku popychała procesję w majestatycznym tempie, nadawała
każdemu krokowi znaczenie, cel, powagę stosowną do okoliczności.
Żadna myśl nie mogła przetrwać wibrujących wokół dźwięków, jedynie
wezbranie emocji, które bębny podsycały, zręcznie przywołując
jednocześnie łzy i gorzko-słodką radość.
Bum. Gdy tunel dobiegł końca, niosący Ajihada mężczyźni zatrzymali się
pomiędzy onyksowymi kolumnami. W końcu ruszyli w głąb środkowej
sali. Eragon ujrzał jak krasnoludy poważnieją jeszcze bardziej na
widok Isidar Mithrimu. Bum. Wędrowali przez kryształowy cmentarz. Krąg potężnych odłamków leżał
pośrodku olbrzymiej komnaty, otaczając połyskliwy wzór w posadzce:
młot i gwiazdy. Wiele kawałków rozmiarami przewyższało Saphirę. W
ich głębi wciąż połyskiwały promienie gwiaździstego szafiru, na
niektórych widać było płatki rzeźbionej róży. Bum. Niosący nosze wędrowali naprzód pomiędzy niezliczonymi ostrymi jak
brzytwa krawędziami. Potem procesja skręciła i zeszła po szerokich
stopniach, zagłębiając się w tunele poniżej. Maszerowali przez wiele
grot, mijając kamienne chaty, w których krasnoludzkie dzieci tuliły
się do swych matek odprowadzających kondukt spojrzeniami wielkich
zdumionych oczu. Bum. Do wtóru końcowego crescendo zatrzymali się pod karbowanymi
stalaktytami zwieszającymi się ze sklepienia olbrzymich katakumb,
pełnych niewielkich nisz. W każdej z nich krył się grobowiec,
ozdobiony imieniem i herbem klanu. Spoczywały tu tysiące – setki
tysięcy. Jedyne światło rzucały rozmieszczone z rzadka czerwone
latarnie, blade pośród cieni. Po chwili niosący ciało przeszli do niewielkiego pomieszczenia,
sąsiadującego z główną komorą. Pośrodku, na wzniesionej platformie
czekała wielka krypta, wypełniona ciemnością. Na jej szczycie widniał runiczny napis: Niechaj wszyscy Knurlan, Ludzie i Elfy Pamiętają Tego człowieka. Był bowiem szlachetny, silny i mądry Guntera Aruna Na oczach zgromadzonych wokół żałobników ciało Ajihada opuszczono w
głąb krypty. Ci, którzy znali go osobiście, mogli podejść bliżej.
Eragon i Saphira byli piąci, za Aryą. Wspinając się po marmurowych
schodach, by po raz ostatni spojrzeć na ciało, Eragon poczuł
obezwładniający smutek. Jego rozpacz wzmacniał jeszcze fakt, że miał
wrażenie, iż obok Ajihada chowa też symbolicznie Murtagha.
Zatrzymując się obok grobu spojrzał na Ajihada. Przywódca Vardenów
po śmierci wydawał się znacznie spokojniejszy i bardziej pogodny niż
za życia, jakby dopiero śmierć dostrzegła jego wielkość i uczciła,
zmazując wszystkie ślady codziennych trosk. Eragon znał go bardzo
krótko, lecz w tym czasie Ajihad zyskał sobie jego szacunek, zarówno
jako człowiek, jaki i wszystko co sobą reprezentował: wolność od
tyranii. Poza tym, przywódca Vardenów jako pierwszy po ucieczce z
dolinę Palancar ofiarował mu i Saphirze bezpieczne schronienie. Pogrążony w smutku Eragon szukał w myślach największej możliwej
pochwały. W końcu, poprzez ściśnięte gardło wyszeptał: - Będą o tobie pamiętać, Ajihadzie, przysięgam. Spoczywaj w pokoju,
wiedząc, że Nasuada podejmie twoje dzieło, a Imperium zostanie
obalone dzięki temu, co osiągnąłeś. Świadom dotyku Saphiry na ramieniu, Eragon zszedł z platformy wraz
ze smoczycą i podążył za Jörmundurem na swoje miejsce. Gdy w końcu wszyscy się pożegnali, Nasuada skłoniła się nad Ajihadem
i dotknęła dłoni ojca, trzymając ją z łagodnym napięciem. W końcu
jęknęła boleśnie i zaczęła śpiewać w dziwnym zawodzącym języku,
napełniając kryptę żałobną muzyką. A potem zjawiło się dwanaście krasnoludów, które zakryły marmurową
płytą uniesioną twarz Ajihada. I tak odszedł.
Z
Brisingr
- Światło i
cień (wyjątek z 3. tomu trylogii Dziedzictwo)
- Wrota śmierci
|
|