Saphira.pl - Dziedzictwo - Eragon - Najstarszy - Saphira - Brisingr
 
- Home
- Forum
- Czat
- Galeria
- Konkursy
- Linki
- Download
- Gazeta Brisingr
- Archiwum
- Redakcja
- Eragon
- Najstarszy
- Brisingr
- 4 tom
- Przewodnik po Alagaesii
- Audiobook
- Fragmenty
- Recenzje
- Dla zielonych
- Opinie

- Christopher Paolini
- Rozdziały
- Cytaty
- Mapa
- Bohaterowie
- Rasy
- Pradawna mowa
- Język krasnoludów
- Język urgali

- Przepowiednie
- Teorie
- Informacje
- Ekipa
- Aktorzy
- Zdjęcia
- Muzyka
- Zwiastun
- Błędy
- Ciekawostki
- Informacje
- Screeny
- Błędy
- Fatalne dziewictwo
- Czarny Jeździec
- Cierń
- W służbie króla
- Du Fyrn Skulblaka
- Wiersze
- Rysunki

Cierń

Część pierwsza: Przebudzenie

Niespodziewany atak niepokoju przerwał mój sen. Ciemność ożyła,skurczyła się i eksplodowała nagłym wybuchem świadomości. Czułem to, wyczuwałem pod skórą, że nadszedł odpowiedni moment, że potem może być za późno... Zadrżałem z podniecenia,jakie towarzyszy jedynie owej pierwotnej, instynktownej pewności.
Nadszedł czas na przebudzenie.
Z mozołem wydostawałem się na świat. Kiedy pękła ostatnia z osłon mego schronienia, rozejrzałem się uważnie dookoła. Mrok, rozświetlony kilkoma świecami, wibrował czerwonym poblaskiem. Zrozumiałem, że znajduję się w zamkniętym pomieszczeniu, zaś obok dostrzegłem błyszczący żywą barwą oszlifowany kamień. Obwąchałem go uważnie,przechyliwszy głowę. Wewnątrz ukrywała się podobna do mnie istota, uśpiona, oczekująca. Przez krótki jak mgnienie moment zdołałem dotknąć umysłu jednego z moich braci.
Wówczas dotarło do mnie, iż w pomieszczeniu jest ktoś jeszcze. Chociaż jego umysł otaczały zimne mury, wyczułem promieniujące zeń dalekie echa skrywanych emocji – mieszaniny zmęczenia, ciekawości oraz głębokiego smutku. Podszedłem dość niezgrabnie w stronę siedzącej pod ścianą postaci i pojąłem,że to jej obecność przerwała mój sen.
Człowiek ów spojrzał na mnie spod plątaniny kasztanowych włosów wzrokiem pełnym podziwu i niezrozumiałego dla mnie lęku. Podpełzłem ku niemu,potykając się o własne skrzydła. Mężczyzna podniósł się z podłogi, unikając kontaktu. Zbliżyłem się ponownie, nie wiedząc, czemu mnie odrzuca. Zareagował gwałtownym ruchem, jakby usiłował mnie odpędzić. Stałem zatem, bezradny i samotny, na środku ciemnego pokoju, wpatrzony w ponure oblicze człowieka, dla którego się wyklułem. Mojego człowieka.
Czas mijał. Zgłodniałem, więc przemierzyłem komnatę wzdłuż i wszerz, popiskując cicho. Mężczyzna zdawał się mnie ignorować, lecz tylko z pozoru. Wiedziałem, że obserwuje każdy mój ruch, jednak wciąż blokował wszelkie próby kontaktu. Pisnąłem nieco głośniej. Czułem się bardzo źle.
Niedługo potem,do wnętrza wpadli jacyś ludzie. Skryłem się w rogu izby, by obserwować ich z odległości. Obcy, ujrzawszy resztki pękniętych skorupek, wskazywali mnie palcami, wyraźnie podekscytowani. Kilku podeszło do mojego człowieka. Podnieśli go z podłogi, przyłożywszy mu do gardła zimne ostrze. Prychnąłem na nich, rozłożywszy skrzydła, co tylko ich rozbawiło.
Intruzi otoczyli mnie, prowadząc jeńca. Wykręcili mu brutalnie rękę i, mimo oporu mężczyzny, jego wyciągnięta pod przymusem dłoń przez moment musnęła moją szyję. Przekaz, choć krótki, poraził nas obu. Człowiek osunął się,nagle osłabiony, zaś obcy wywlekli go z komnaty. Wyszczerzyłem zęby, z nozdrzy wypuściłem obłoczek dymu. Przybysze całkowicie zignorowali moje protesty. Sięgnęli po całe jajo, po czym wyszli, zatrzaskując drzwi.

Po długo oczekiwanym posiłku, dopadła mnie senność. Ułożyłem się na słomie, w miejscu, gdzie wcześniej spoczywały jaja, i nagle poczułem się straszliwie samotny. Spróbowałem skontaktować się z moim człowiekiem. Z tym, który nosił mój znak.
Połączenie było ledwo wyczuwalne. Mężczyzna przyjął je z lękiem kogoś, kto nie życzy sobie, by zaglądano do jego umysłu. Szybko wycofał się za barierę, lecz przez jedną krótką chwilę poczułem jego wdzięczność.

Potem przenieśli mnie do specjalnie przygotowanego pomieszczenia. Miałem tam w zasadzie wszystko, czego mógłbym potrzebować, oprócz mojego człowieka...
Przychodzili tu, by sprzątać, karmili obficie, jednak nawet na moment nie opuszczał mnie niepokój. Mój jeździec wciąż blokował kontakt. Działo się coś niedobrego, wiedziałem to. Ból docierał do mnie niczym pogłos pozbawiony źródła. Gdy znów nawiązaliśmy połączenie, coś się zmieniło. W umyśle mojego człowieka skrył się nowy element, jakaś dziwna obcość, której wcześniej tam nie spotkałem. Byłem jednak zbyt zaaferowany, aby się nad tym zastanawiać. Przekazałem mężczyźnie moją radość i ulgę. Nie umknął za barierę, milczał tylko. Wreszcie odpowiedział i, choć nie znałem słów, doskonale pojąłem ich sens.

-by Miranda

Google

Poprzednie sondy




Copyright © KiMA 2005-2009

:) :) :) xD